?

Log in

woitiki's world

> recent entries
> calendar
> friends
> woitiki's gallery
> profile
> previous 20 entries

Monday, July 14th, 2008
12:03 - Jerozolima
4 dzien w Izraelu.
Jerozolim.
Sciana placzu. Jak tam stlem, z kipa na glowie, i dotykalem sciany Zachodniego Muru, to mi sie rece trzesly. Jakies dziwnie wrazenie mialem. Jakby mnie cos laczylo z tym miejscem. To samo bylo przy grobie Krola Dawida na Syjonie. Wszedlem do modlacych sie kilku osob, przy samym kaieniu nagrobnym... polozylem rece... i jakos tak dziwnie.

Za to nie wposcili mnie do kaplicy Grobyu Panskiego. Niby, ze za krotkie spodnie.

Musze nad tym wszytkim pom,yslec, a teraz ide zzobaczyc Jerozolime, STare Miasto noca.

(3 comments | comment on this)

Thursday, January 17th, 2008
14:55 - Gibraltar on 2008/01/14

Gibraltar Gibraltar

(comment on this)

Sunday, April 8th, 2007
10:18 - swieta
Smutnawo tak siedziec samemu w Swieta. Szkoda, ze i tym razem nie wyjechalem tak jak na Boze Narodzenie i Nowy Rok. Zrobic to musze znowu w grudniu...

(comment on this)

10:05 - Kubek
Kubek Kubek

(comment on this)

Tuesday, April 3rd, 2007
19:25 - aa view from my bed room ;-)))

(comment on this)

Sunday, March 25th, 2007
15:44 - GE
A to ja w fartuszku ;-)
gotowalismy gulasz


Kick off Meeting,  Sopron,  February 2007 Kick off Meeting, Sopron, February 2007

(comment on this)

15:35 - Biurko
Ot moje biurko...
zdjecie z 20 grudnia 2006 jak widac na kalendarzu ;-)


My desk My desk

(comment on this)

15:28 - Bagaz pierdut
A oto co mozna znalesc na lotnisku w Bukareszcie... jak te nasze jezyki sa podobne ;-)))


Bagaz pierdut ;-) Bagaz pierdut ;-)

(comment on this)

Thursday, January 11th, 2007
12:08
Praca, dom, kino, dom, spotkania...
Ostatnio wczesniej jestem w biurze... i czasem mi sie zdarza pozniej wychodzic... wczoraj juz bylo ok. 20...
Ladnie moj budynek wyglada od strony Ronda ONZ

2007/DEC/11 2007/DEC/11. My office... 3 windows with the light


Nawet swiatla widac w moim biurze. 8 pietro od dolu... 3 okna oswietlone, po prawej strone budynku.. na wyokosci iglicy PKiN... :)
A szukanie meiszkanie w toku... bedzie jednak cos w Cnetrum...

(comment on this)

Thursday, January 4th, 2007
23:42 - Home
No i w koncu jestem w domu. Po 24 godzinach spedzonych w lozku, leczeniu przeziebienia, zrobieniu 3 pran, w koncu wstalem z lozka (juz drugi raz, pierwszy raz musialem jechac po poludniu po ladowarke do nokii).

At home, finally At home, finally


Jestem zadowolony z wyjazdu. Im dluzej tam bylem, tym bardziej mi sie podobalo. Wlawsciwie nie ma co pisac wiecej... co bylo napisalem... A reszte trzeba samemu zobaczyc... Polecam... Ja zapewne sie jeszcze raz tam wybiore... Ale wczesniej do Ambasasady.... Trzeba zaczac cos zmieniac w swoim zyciu... Zycie zaczyna sie po trzydziestce.
A co tutaj... niby po staremu... z nowymi emocjami. Ale przyznaje sie, ze podroze ksztalca. I niektore wydarzenia, juz nie robia takiego wrazenia... ot tak... zycie sie toczy dalej... kawalerskie zycie...

current mood: sleepy

(comment on this)

Tuesday, January 2nd, 2007
13:09 - Last day
No i nadszedl ostatni dzien mojegopobytu w Nowym Jorku. Wlasnie kupilem flage amerykanska u chinczyka, przeszedlem sie po Astorii. Slonce ladnie swieci. Nie ma chmur na niebie.


2007/JAN/02. Astoria, Queens 2007/JAN/02. Astoria, Queens


Chcialem wyslac kartki, ale okazalo sie, ze dzis z powodu pogrzebu prezydenta G. Forda, wszystkie instytucje publiczne sa zamkniete, lacznie z gielda. A zatem maja takie pol swieto.
Potem przeszedlem pod 31st St, nad ktora idzie linia subwaya. No wlasnie, dlaczego to sie nazywa Subway... kiedy idzie nadziemia a nie pod... akurattak jest to zrobione na Queensie.. juz lepsza by byla nazwa metro.. metro nie musi byc po ziemia.. subway... raczej tak... przynajmniej tak na to nazwa wskazuje...

2007/JAN/02. Subway over 31st St. Astoria 2007/JAN/02. Subway over 31st St. Astoria


Na koniec zaszedlem do pobliskiego dinnera na ostatnie sniadanie. Zrobilem sobie z Obslugujaca nas zawsze Pania zdjecie (paskudnie wyszedlem, ale co mi tam...).

2007/JAN/02. The dinner lady... :) 2007/JAN/02. The dinner lady... :)


Pamietala mnie i Roberta. Nawet zapytala sie gdzie go zgubilem. Na koniec, jak juz jej wylumaczylem, ze on w pracy, a ja dzis wracam do Polski, stwierdzial.. back to reality... prawda... ale juz mi sie teskini za Warszawa od kilku dni... a zatme ciesze sie, ze juz jade, ciesze sie, ze tu bylem i ciessze sie, ze to kiedys jeszcze przyjade. Wczoraj zrobilem rachunek. Przekroczylem plan, zwlaszcza na wydatki rozrywkowe. Za to mniej zakupow. W koncu musze polskie PKB zwiekszac, onimaja juz tutaj wystarczajaco duze... ze nawet Unia Europejska potrzebuje jakies 50 lat aby dogonic USA.
A co do lotu powrotego, to wszytko by bylo ok, gdyby nie ten katar, ktory mnie meczy... buuuu

current mood: confused

(comment on this)

Monday, January 1st, 2007
20:27 - Ksiezyc...
A to sobote.
Wyszedlem z ze sklepu i to zobaczylem... przy 5 Av.
Ladnie wygladal ten ksiezyc nad wieczornym Nowym Jorkiem

ksiezyc ksiezyc

(comment on this)

19:45 - New York, last day...
Wlasciwie to jutro bedzie ostatni dzien. Dzis jest 11 dzien mojego pobytu w Nowym Jorku. Jestem przeziebiony, zakatarzony, gardlo i glowa mnie boli. Nie dobrze. Zwlaszca, ze jutro wsiadam do samolotu. Biore jakies amerykanskie tabletki. Moze pomoga do jutra cos.
Wczoraj wczesnie wrocilem z Sylwestra. Bylo bardzo wesolo... Jedak szybko sie upilem i stwierdzilem, ze chce do domu. Taksowka i na Astorie. Jakos w nocy jeszcze jadlem jakas kanapke, pilem kawe.. gdzies tutaj u mnie w dzielnicy.
Wstalem o 8 rano, nie bylo nic w domu do picia. Poszedlem do po sztyft do nosa, chusteczki do nosa. Potem kawa w Dunkin.

Dunkin Donuts Dunkin Donuts



A nastepnie kupilem wode, cole. Padalo. Ladnie bylo za oknem jak siedzialem w Dunkinie.

Astoria Astoria


Potem do domu, posprztalismy, i sie polozylem. Spalem chyba do 15, potem przyszedl znajomy R i poszlismy cos zjesc do greckiej restauracji... i znowu do domu i drzemka....
Teraz tabletki, cos do picia... i tyle. Jutro pakowanie sie. Zawiezienie kluczy do Roberta do pracy... i potem jazda na lotnisko.

(comment on this)

Friday, December 29th, 2006
22:30 - New York - day 8.
Dzis mialem dzien kultury. Wybralismy sie do Amerykanskiego Muzeum Historii Naturalnej. Niezle miejsce. Bylismy tez w IMAXnafilmie o ladwaniu sondy na Marsie. Polazilismy tak, ze nie mogles sie ruszac i na filmie przysypialem.
A muzeum same w sobie dobrze zrobione. 1 miesjsce w NY jako punkt wizyt turystow. No i ciekawe ekspozycje.

AMNH AMNH



A wczesniej sniadanie w typowym amerykanskim barze, na rogu New Town Av i 31st St. w Astorii. Znowu ta samaPani nas obslugiwala. Juz zapamietala nas. Omlet Grecki, tosty. Oj, po powrocie czeka mnie kuracja odchudzajaca chyba. To ichnie jedzenie tuczace jest.
Jazda metrem. Przeciadka na Columbus Circle, gdziesiedzibe ma Time Warner.

Columbus Circle Columbus Circle


Potem to stacji metra. No i tutaj plus dla naszego metra. Ichnie stacje sa tak brudne i zaniedbane jak Dworzec Warszawa Srodmiescie przed remontem

Subway Subway



Muzeum. Jeszce dodam, ze ciekawe byly wystawy o rasach Ameryki, Azji i Afyki. Szzcegolnie Idnianie mieli jakies falliczne sklonnosci. Chociazby tenbozek z fiutem:

Bozek Indianski Bozek Indianski


A po muzeum do domu... a wlasciwie na kolacje na sam koniec linii N. Kolacja tez typowo amerykanska (steper bedzie w ruchu conajmniej 2 miesiace) i kawa na wynos w Strabucksie. A potem spacerkiem do domu dwie stacje metra.
A teraz w tvleci juz po raz tzreci w tym czasie jak tu jestem film DUCH. :)
dzis zostajemy w domu. Padnieci jestesmy. Rano ide na the Rock zobaczyc miasto z gory, potem male zakupy a wieczorem, jak juz wspominalem, do Roxy, o ile sie nic nie zmieni w miedzyczasie... A teraz ciepla czekolada i lulu...
Juz powoli zaczynam planowac swoj wyjazd tutaj na weekend majowy... albo jakos latem. W koncu jeszcze wyjazd do Cambridge czeka :)

current mood: sleepy

(comment on this)

13:06 - New York - day 7.
Dzis rano zadzwonila do mnie wlascicielka mieszkania i powiedziala, ze od kiwetnia bedzie potrzebowac mieszkania. A zatem maksymalnie mam jeszcze 3 miesiace mieszkania na Grenady. Troche mnie zaskoczyla. Jakos sie do tego nie przygotowywalem. Szkoda,zeteraz mi to powiedziala dopiero. Gdybym to wiedzial wczesniej, znalazlbym sobie cos w centrum juz na jesieni. Ale nic to. Mieszkania do zakupu w tym czasie nie znajde. Nic to, dam rade.

Ale mam kaca. Wczoraj bylismy 4 miejscach... G, Baracuda, Mr. Black i na koncu w dyskotece Splash. Tam jak chcelismy wejsc wczesniej to byla kolejka na 100 m. Potem jak przyjechalismy tam ok. 1 to byla troche krotsza. czekalismy tylko 15 minut. W kazdej knajpie wypilem co najmniej 2 piwa... a w Splashu... znacznie wiecej. http://www.splashbar.com/
Glowa mnie boli, bo raz zamowilem drinka. Ale i tak znacznie lepiej niz zwykle zemna na kacu bywalo. Moze to z tego powodu, ze nie ma dymu papierosow, a i ja nie palilem. A aby zapalic jedynym wyjsciem jest wyjscie na zewnatrz. Aletutaj w codzien jest smiesznie. Nowy Jork niby, a wszytkie knajpy zamykaja o 4. To jest dopiero miasto, ktore nigdy nie spi. Nastepny mit obalony. Ale siewytanczylem, zwlaszcza w Splashu. Wczorajz namibyl Krzysiek, kumpel R. Na miscu spotkalismy ludzi, ktorych juzwidzielismy 2 dni temu. Od razu podchodza, witaja sie. Mile to. Az R sie ze mnie smial, zemam juz znajomych w Nowym Jorku, ze wchodze, a juz niektorzy mi mowia How r u doin'. ;)
A co do klubow. Nie ma tej samej muzyki co u nas. Nie ma finskiej polki, nie ma niemieckich czy angielskich przebojow. Duzo natomiast czarnej muzki...no i wszechobecna Madonna. A, a'propos Madonny, to w sobote idziemy do Roxy. Miejsca gdzie Madonna debiutowala.

Po poludniu wczoraj robilem zakupy. Pojechalem do Queens Center. Taka mniejsza Arkadia. Ale inaczej to roziaizane. Musze przyznac, ze nasze Centra sa abrdziej funkconalne. Oczywscie dominuja dwa sklepy, ktore zajmuja z dwoch koncow po 1/4 Centrum. W koncu, po lazeniu, po marudzeniu, dotarlem do American Eagle... i tam zaczalem szeprac przez 1 h. Fajne rzeczy maja. Ale poprzestalem na jeansach, sweterku do pracy i kilku koszulkach. Stwierdzilem, ze nie po to tu przyjechalem, aby robic wielkiezakupy. Tylko tak aby cos miec na pamiatke, ze to to kupione w NY. No jeszcse musze znalesc amerykanskie bokserki, z amerykanska flaga :)).. brytyjskie gatki juz mam ;-)
No i pojechalm tam sam... przesiadajac sie... zmieniajac stacje... i linie... I dalem rade... Przyznaje sie, ze coraz bardziej mi sie to miasto podoba.... nie zycie nocne... bo tak prawde mowiac, jest ono wszdzie takie same... moze wiecej knajp... troche inni ludzie, inna muzyka... ale zapewne podobie to to wyglada w Londynie... i w Rzymie... i zapewne i tutaj... z lokalnymi wyjatkami... Podoba mi sie tutejszy styl zycia... te snaidania na miescie.. te kubki kawy ze Starbucksa... tego nie mozna opisac... mzoe to, ze miasto zyje... nawet w Wigilie (ok. kluby zamykane w codzien o 4, ale gdzie my mamy klub otwarty w czwartek, do ktorego stoi kolejka dluga na 100 m.)... Jedna jest troche inna rzecz tutaj... aby tu zyc, trzeba ciezko pracowac... Tutaj maja zupelnie inne podjscie do pracy... szanuja ja... nie ma okresow wypiwedzenia... nie ma zmiluj sie...
Ale i tak mi sie podoba...

Dzis w koncu idziemy na punkt widokowy. Porobic reszte zdjec. No i chce isc do Muzeum Historii Naturalnej badz do Muzeum Seksu.
Troche sie juz lepiej czje. Moze jednak te amerykanskie leki na przeziebienie lepiej dzialaja. A za oknem slonce, ok 10C. Zreszta mozna zobaczyc kilka wpisow wczesniej na banerze.
teraz ide sie kapac.. a potem snaidanie na roguw knajpce.. a potem znowu na Manhattan...A w Polsce juz 19... a tu przed 13...

current mood: drunk

(comment on this)

Thursday, December 28th, 2006
10:26 - New York - day 6.
Wczoraj mialem lenia. Przespalem po sniadaniu i po tym jak napisalem poprzedniego posta jeszcze kilka godzin. Cos mnie przeziebienie bierze. Maly katar, lekki kaszel i gardlo lekko boli. Jeszcze to z polskiprzywiozlem, ale jednak niepadlo tylko przetrwalo i teraz, ze wzgledu na zmiany temperatur i duza wilgotnosc znowu odzylo. Wlasnie pije herbatke z cytryna i miodem. Wezne tez za chwile jakies ostre amerykanskie tabetki przecibolowe. Tak aby nie miec takich dolegliwosci na Sylwestra przynajmniej.

Wczoraj pozniejszympopoludniem pojechalem jedynie sam na 5 Aleje abyzobaczyc co ciekawego w sklepach. Wysidalem przy Central Parku iposzedlem w kierunku 47 Ulicy.

Central Park Central Park


A tam na ulicy tuch taki jak na odpuscie w kaszuskim Sianowie. To jest cos niesamowitego. Teraz juz wiem dlaczego zycie tutaj zajmuje tyle czasu. Aby sie przemiescic z jednego punktu do drugiego, to nie jest problemem odleglosc, ale to, ze sie wolno idzie. Przed kazdym pzrejsciem dla pieszych stoja co najmniej 4 - 5 rzedow ludzi. Policja kieruje ruchem, bo inaczje piesi by calkowicie zablokowali wszelkie skrzyzowania. I tak tutaj zupelnie inaczej chodza niz u nas. Widze, ze Polacy jednak bardziej przestrzegaja przepisow ruchu drogoweg, a piesi nie przechodza caly czas na czerwonym swietle.

5th Av 5th Av


Wszedlem do kilku sklepow. Tez tlum nieziemski. Ale sprawdzilem co chce sobie kupic, i pojede kolo poludnia dzis. Moze nie juz na Manhattan ale do Queens Mall, ktore jest blizej i wszystkie sklepy w jednym miejscu.

Tak czy inaczej, przechodzac z 5 na 6 Aleje zauwazylem jakis sklepik z obuwiem sportowym... a tam obizki... po kilku przymiarkach, marudzeniu itp. kupilem 2 pary adidasow (trampki, takie jak tem moje biale nike) za $85. Oj cos zaczynam sie troche obawiac o moj bagaz.
Potem powrot do domu. Tutaj juz byl Roberta kumpel Tomek. A zatem pogadalismy, posmialismy sie, ot normalne spotkanie towarzyskie. Jeszce po 21 poszedlem do pralni odebrac rzeczy. Podoba mi sie to. Odbiera sie ladnei poukadane, niepogniecione. Teraz juz wiem dlaczgo tutaj nie maja pralek jak i zelazek.
Tomek pojechal ok 23 do siebie do Sringfield - dwie i pol godziny drogi damochodem. A my juz poszlismy spac. Jakos treoche zle sie czulem i troche zmeczony.
Oj czuje, ze leki zaczynaja dzialac, a i goraca herbata z cytyna i miodem pomogla im rowniez.
Trzeba cos na siadanie zrobic teraz.

current mood: lazy

(comment on this)

Wednesday, December 27th, 2006
11:02 - New York - day 5.
Nie maja tutaj w McDonaldzie cheesburgerow. Dzis rano prosze o cos takiego... a oni na to, ze nie maja czegos takiego. Ot niespodzianka. Roznice, roznice, roznice, a zsieci wlasnie leci polskie radio internetowe Polska Stacja.
Wczoraj zakupy. Lazilismy pomiescie prawie 5 h i kupitem tylko buty w Diesel'u. Widzialem ladna wosenno/ziomowa kurtke w Zarze.. . ale nie bylo mojego rozmiaru. Bylismy w trzechsklepach Zary i nic. Za to Robert kupil ladna granatowa, ala szwedeke... ja chcialem zolta/jasnobrazowa. Moze jeszcze gdzies bedzie. Aparatu jeszcenie kupilem, zestawu dla Koncikovej tez nie. Ale Robert mi juzpokazal, gdszie sa tzw typowe marki amerykanskie jak GAP, Banana Reoublic itp a zatem pojade, polaze, i cos sobie wybiore. Chociaz widze, ze bardziej mi sie podobaja marki dostepne rowniez u nas... ale niezle przeceny maja. Butykupilem za $63. Robert kurtke za $79. I tak taniej, znazcni taniej niz u nas w takich sklepach.
No i oczywscie nowe zdjecia. A to robie sobiepod bombkami... i nawet nie zauwazlylismy, zeobok siedzi maly czarny chlopczyk... na zdjeciu to to wyglada jak moj synek... jego mama sie usmiala z tego (patrz galeria).

Maly chlopczyk i bombki Maly chlopczyk i bombki
2006DEC26 No i mam czarnego synka :). Czyz nie wygladamy uroczo... Zdjeciez z czarnym chlopczykiem wyszlo niezamierzone... az sie jego mama usmiala... :) A pod tym buynkiem krecono: Diabel ubiera sie u Prady



A potem jeszcezdjecie z policjantka. Zdziiona byla, jak ja zapytalemczy nie chce czasem zdjecia ze mna. na poczatku siez R zasanwialismy czy to facet czy tez kobieta, ale jak sie odezwala to jednak sie okazalo, ze kobieta, zreszta sami zobaczcie.

6th Av z policjantka 6th Av z policjantka
za mundurem woitiki sznurem... ;)


A po poludniu obiad w typowej amerykanskiej knajpie prowadzonej pzrezgrekow. Itu mila niespodzianka, pan kelner mowi, ze wygladam mu na Francuza... itp... smieszne... nie mam pzreciez "r" francuskiego. Ale nigdy nie wiadomo jak ktos odbierze twoj akcent. Juz mnie w Manchesterze brali za Holendra, to i tutaj moge uchodzic za Fracuza.
Wdomu drzemka, w koncu sietroche nalazilismy... a otem na drinka. Dotakiego jakby Miedzy Nami... dwa piwa wypilismy, obok nas siedzieli jacys mlodzi turysci... jeden Katalonczyk z Barcelony (farbowane wlosy jak u Ziela kiedys) drugi Francuzz Paryza. Pierwzy raz w NY. Robert im tlumaczyl gdzie moga pojsc.
A potem do jakiejs dyskoteki. No musze przyznac, ze juz wiecej bialych bylo. Ale za to miesjce standarowo owiedzane pzrez turystow. Krajowych i zagranicznych. Rozmawialem z Australiczykiemz Perth, 3 osoby przeyjechaly na 16 dni do NY. Wynajeli w 3 pokoj w Radissonie... zaten okres zaplaca $2000 ($660 od glowy za 16 dni... nie jest tak zle mysle). Wato sie kiedys zastanowicnad wiekszym wypadem. Tyle, ze oni jechali do NY przez 21h. Jakies czarny zagadywal. Z Denver byl. Wlasciwie o zagdal Roberta... a ze mna juz romawial przy okazji. Ale musze sie pochwalic, az 3 razy uslyszalem, ze jestem CUTE. Muszeaz za ocean pojechac aby to uslyszec. Ale szczerze mowiac, jak tak patrze na ulicy.. to faktycznie... maja tuttaj inna urode... wszyscy ciemnej karnacji sa... ciemne oczy.. takich jak moje to jeszzcze nie spotkalem... moze zatem dla nich moja karnacja, moje oczy, moj wyglad jest CUTE. Ale milo slyszec to. Troche moja proznosc musze pielegnowac przeciez. :)
Robert poszedl biegac. A musze sie zastanowic gdzie pojechac. Albo Statua Wolnosci albo Rockefeller plaza...tam punkt widokowy. Australiczycy mowili, ze dzis jada ogladac ONZ. Ale jakos mnie ten punkt zwiedzania NY nie pociaga. mam jeszce czss aby sie zasanowic. Ale pogoda ladna jest, azatem w sam raz aby cos zobaczyc z gory, albo nawet polynac na ta Elis Island gdzie Statua stoi. Zobacze. R mowi, ze na punkt widokowy nie pojedzie zemna. A zatem jechac sam musze gdzies.
Acha, leki biore. Musze.

current mood: pleased

(comment on this)

Tuesday, December 26th, 2006
21:06

A tutaj uzupelniam pamietnik :)
A tutaj uzupelniam pamietnik :)

(comment on this)

Monday, December 25th, 2006
23:58 - New York, day 4.
Dzis deszczowa pogoda byla po poludniu. Na szczescie zdazylismy w maire wczesnie pojechac na miasto. Pojchalismy na dolny Manhattan. Przechodzilismy przez Wall Str. World Trade Center. Bylismy nad rzeka, no i oczywiscie Brooklyn Bridge (zdjecia ponizej).
Musze przyznac, ze widac fakt, ze tutaj Swieta sa. na ulicach tylko turysci. Amerykanie sa w domach i swietuja. A jako, ze Nowy Jork to miasto przyjezdnych, a zatem Amerykanie pojechali do swoich domow do Vermont, Karoliny itp... dzis wieczorem wracaja, bo jutro do pracy musza. Za to turysto nie brakowalo. Glownie Japonczycy i Chinczaycy. Wszedzie ich pelno, z aparatami... grupokami chodza dookola. Przy rzece, to nawet sobie ze mna zdjecia robili... :)... (zdejecie moje ponizej).

WTC... to teraz jedna wielka dziura w ziemi. Turystow jeszcze wiecej niz gdziekolwiek w innym miejscu. Oczywiscie najwiecej Azjatow. Ale i Europejczykow troche, rowniez ciotek...
Lazenei nas zmeczylo...i pojechalismy do Chelsea na obiad... Chelsea to gejowaska dzielnica w Srodkowym Manhattanie... Tez ulice puste... Krecili sie turysci i kolorowi... Objedlismy ise jak paczki... ale cuz... $70 poszlo... lacznie z deseem... Jak wyszlismy to juz na zewnatrz padalo... Szybko do domu... tak aby zdazyc na 20 do kina na Apocalipto. Film niezly... ale kino....
To juz zupelnie inna historia. Po pierwsze nie ma miejsc numerowanych... kto pierwszy ten lepszy... Kino sal mialo ze 20... wszedzie na ziemi pelnoo pocornu lezalo.. a jak juz wsselismy na wewnetrzy hall.. to tyko chmura dymu byla od robionego popcornu... Na sali nei lepiej... widac, ze nie sprzataja... (syf nieziemski)... No i zachowanie widzow... gadaja, smieja sie... tam zabijaja.. a oni w smiech... kiedys to tylko slyszalem... ze sie zupelnie inaczej w kinie zachowuja niz my... teraz sie o tym przekonalem... chociaz mojego punktu widzenia lepiej... nie slychac jak krzycze... ;)))...
Ale widac bylo, ze Amerykanie juz wrocili ze Swiat. Biali w koncu przewazali... A zatem dopiero od jutra bede poznawal prawdziwa Ameryke, no wlasciwie to tylko Nowy Jork...

A teraz juz padniety lekko jestem... jutro nastepny dzien nowojorskiej wycieczki...
Alemusze powiedziec... corazbardziej mi sie podoba... dzis jak wracalismy z kina w deszczu.. idac ulica.. chodnikiem pod torami metra (metro w Queens jezdzi na wiadukccie... poculem sie jakos tak swojsko.. gadalismy z R o glupotach.. smialismy sie itp... i w tym momencie zdalem sobie sprawe.. .ze polubilem to miejsce juz troche...

cdn..

current mood: creative

(comment on this)

12:01
Zdjecia:

http://pics.livejournal.com/woitiki/?sort=recent

(comment on this)

> previous 20 entries
> top of page
LiveJournal.com