the one on the network (woitiki) wrote,
the one on the network
woitiki

  • Mood:

New York - day 6.

Wczoraj mialem lenia. Przespalem po sniadaniu i po tym jak napisalem poprzedniego posta jeszcze kilka godzin. Cos mnie przeziebienie bierze. Maly katar, lekki kaszel i gardlo lekko boli. Jeszcze to z polskiprzywiozlem, ale jednak niepadlo tylko przetrwalo i teraz, ze wzgledu na zmiany temperatur i duza wilgotnosc znowu odzylo. Wlasnie pije herbatke z cytryna i miodem. Wezne tez za chwile jakies ostre amerykanskie tabetki przecibolowe. Tak aby nie miec takich dolegliwosci na Sylwestra przynajmniej.

Wczoraj pozniejszympopoludniem pojechalem jedynie sam na 5 Aleje abyzobaczyc co ciekawego w sklepach. Wysidalem przy Central Parku iposzedlem w kierunku 47 Ulicy.

Central Park Central Park


A tam na ulicy tuch taki jak na odpuscie w kaszuskim Sianowie. To jest cos niesamowitego. Teraz juz wiem dlaczego zycie tutaj zajmuje tyle czasu. Aby sie przemiescic z jednego punktu do drugiego, to nie jest problemem odleglosc, ale to, ze sie wolno idzie. Przed kazdym pzrejsciem dla pieszych stoja co najmniej 4 - 5 rzedow ludzi. Policja kieruje ruchem, bo inaczje piesi by calkowicie zablokowali wszelkie skrzyzowania. I tak tutaj zupelnie inaczej chodza niz u nas. Widze, ze Polacy jednak bardziej przestrzegaja przepisow ruchu drogoweg, a piesi nie przechodza caly czas na czerwonym swietle.

5th Av 5th Av


Wszedlem do kilku sklepow. Tez tlum nieziemski. Ale sprawdzilem co chce sobie kupic, i pojede kolo poludnia dzis. Moze nie juz na Manhattan ale do Queens Mall, ktore jest blizej i wszystkie sklepy w jednym miejscu.

Tak czy inaczej, przechodzac z 5 na 6 Aleje zauwazylem jakis sklepik z obuwiem sportowym... a tam obizki... po kilku przymiarkach, marudzeniu itp. kupilem 2 pary adidasow (trampki, takie jak tem moje biale nike) za $85. Oj cos zaczynam sie troche obawiac o moj bagaz.
Potem powrot do domu. Tutaj juz byl Roberta kumpel Tomek. A zatem pogadalismy, posmialismy sie, ot normalne spotkanie towarzyskie. Jeszce po 21 poszedlem do pralni odebrac rzeczy. Podoba mi sie to. Odbiera sie ladnei poukadane, niepogniecione. Teraz juz wiem dlaczgo tutaj nie maja pralek jak i zelazek.
Tomek pojechal ok 23 do siebie do Sringfield - dwie i pol godziny drogi damochodem. A my juz poszlismy spac. Jakos treoche zle sie czulem i troche zmeczony.
Oj czuje, ze leki zaczynaja dzialac, a i goraca herbata z cytyna i miodem pomogla im rowniez.
Trzeba cos na siadanie zrobic teraz.
  • Post a new comment

    Error

    default userpic

    Your IP address will be recorded 

  • 0 comments