the one on the network (woitiki) wrote,
the one on the network
woitiki

  • Location:
  • Mood:

New York - day 7.

Dzis rano zadzwonila do mnie wlascicielka mieszkania i powiedziala, ze od kiwetnia bedzie potrzebowac mieszkania. A zatem maksymalnie mam jeszcze 3 miesiace mieszkania na Grenady. Troche mnie zaskoczyla. Jakos sie do tego nie przygotowywalem. Szkoda,zeteraz mi to powiedziala dopiero. Gdybym to wiedzial wczesniej, znalazlbym sobie cos w centrum juz na jesieni. Ale nic to. Mieszkania do zakupu w tym czasie nie znajde. Nic to, dam rade.

Ale mam kaca. Wczoraj bylismy 4 miejscach... G, Baracuda, Mr. Black i na koncu w dyskotece Splash. Tam jak chcelismy wejsc wczesniej to byla kolejka na 100 m. Potem jak przyjechalismy tam ok. 1 to byla troche krotsza. czekalismy tylko 15 minut. W kazdej knajpie wypilem co najmniej 2 piwa... a w Splashu... znacznie wiecej. http://www.splashbar.com/
Glowa mnie boli, bo raz zamowilem drinka. Ale i tak znacznie lepiej niz zwykle zemna na kacu bywalo. Moze to z tego powodu, ze nie ma dymu papierosow, a i ja nie palilem. A aby zapalic jedynym wyjsciem jest wyjscie na zewnatrz. Aletutaj w codzien jest smiesznie. Nowy Jork niby, a wszytkie knajpy zamykaja o 4. To jest dopiero miasto, ktore nigdy nie spi. Nastepny mit obalony. Ale siewytanczylem, zwlaszcza w Splashu. Wczorajz namibyl Krzysiek, kumpel R. Na miscu spotkalismy ludzi, ktorych juzwidzielismy 2 dni temu. Od razu podchodza, witaja sie. Mile to. Az R sie ze mnie smial, zemam juz znajomych w Nowym Jorku, ze wchodze, a juz niektorzy mi mowia How r u doin'. ;)
A co do klubow. Nie ma tej samej muzyki co u nas. Nie ma finskiej polki, nie ma niemieckich czy angielskich przebojow. Duzo natomiast czarnej muzki...no i wszechobecna Madonna. A, a'propos Madonny, to w sobote idziemy do Roxy. Miejsca gdzie Madonna debiutowala.

Po poludniu wczoraj robilem zakupy. Pojechalem do Queens Center. Taka mniejsza Arkadia. Ale inaczej to roziaizane. Musze przyznac, ze nasze Centra sa abrdziej funkconalne. Oczywscie dominuja dwa sklepy, ktore zajmuja z dwoch koncow po 1/4 Centrum. W koncu, po lazeniu, po marudzeniu, dotarlem do American Eagle... i tam zaczalem szeprac przez 1 h. Fajne rzeczy maja. Ale poprzestalem na jeansach, sweterku do pracy i kilku koszulkach. Stwierdzilem, ze nie po to tu przyjechalem, aby robic wielkiezakupy. Tylko tak aby cos miec na pamiatke, ze to to kupione w NY. No jeszcse musze znalesc amerykanskie bokserki, z amerykanska flaga :)).. brytyjskie gatki juz mam ;-)
No i pojechalm tam sam... przesiadajac sie... zmieniajac stacje... i linie... I dalem rade... Przyznaje sie, ze coraz bardziej mi sie to miasto podoba.... nie zycie nocne... bo tak prawde mowiac, jest ono wszdzie takie same... moze wiecej knajp... troche inni ludzie, inna muzyka... ale zapewne podobie to to wyglada w Londynie... i w Rzymie... i zapewne i tutaj... z lokalnymi wyjatkami... Podoba mi sie tutejszy styl zycia... te snaidania na miescie.. te kubki kawy ze Starbucksa... tego nie mozna opisac... mzoe to, ze miasto zyje... nawet w Wigilie (ok. kluby zamykane w codzien o 4, ale gdzie my mamy klub otwarty w czwartek, do ktorego stoi kolejka dluga na 100 m.)... Jedna jest troche inna rzecz tutaj... aby tu zyc, trzeba ciezko pracowac... Tutaj maja zupelnie inne podjscie do pracy... szanuja ja... nie ma okresow wypiwedzenia... nie ma zmiluj sie...
Ale i tak mi sie podoba...

Dzis w koncu idziemy na punkt widokowy. Porobic reszte zdjec. No i chce isc do Muzeum Historii Naturalnej badz do Muzeum Seksu.
Troche sie juz lepiej czje. Moze jednak te amerykanskie leki na przeziebienie lepiej dzialaja. A za oknem slonce, ok 10C. Zreszta mozna zobaczyc kilka wpisow wczesniej na banerze.
teraz ide sie kapac.. a potem snaidanie na roguw knajpce.. a potem znowu na Manhattan...A w Polsce juz 19... a tu przed 13...
  • Post a new comment

    Error

    default userpic

    Your IP address will be recorded 

  • 0 comments